wtorek, 3 maja 2011

Widziałam dziś Romeła. I nogi mi zmiękły. Dosłownie. Gdybym stała, pewnie wypieprzyłabym się na podłogę.
Chyba pierwszy raz coś takiego mi się przydarzyło. Ale nie, to żadna ,,miłość". Nic takiego. Po prostu jest nieziemsko przystojny. I fryzura i ciuchy... mega!
Romeło Karoli też jest fajny, ale nie mój typ ;)
Swoją drogą obserwował mnie. W sumie nie dziwię się mu. Nie nałożyłam makijażu- to wszystko wyjaśnia ;D

Mówi się, że kto nie ma szczęścia w kartach, ma szczęście w miłości. W moim wypadku nie sprawdza się to zupełnie. W grze w karty zawsze przegrywam. A miłość? Ha ha. Taa

poniedziałek, 2 maja 2011

love story

Szelest przewracanej stornicy.
Bohater ujmuje dloń swej wybranki, głaszcząc ją jednocześnie delikatnie. Dziewczyna uśmiecha się w zadumie. Zamyka oczy. Jej ukochany przybliża się do niej nieśmiało. Zastanawia się czy to odpowiedni moment. Może nie.. może to za wcześnie.. Dziewczyna spod półzamkniętych powiek, przyglada się chłopakowi.,, No rusz się", myśli. A może jednak? Tak, teraz albo nigdy. Chłopak ujmuje w dłonie twarz ukochanej...
Dźwięk SMSa.
Koniec sielanki. Bohaterowie zastygają w bezruchu.
Stukot klawiszy telefonu. Powiadomienie o wygranej. Już piąte w tym tygodniu. 
SMS zniweczył plany zakochanej pary.
Koniec przedstawienia.
Światła gasną.

To zadziwiające, że jedna wiadomość może wzniecić czy zgasić miłość. I to tą prawdziwą, nie fikcyjną.
Koniec refleksji.

sobota, 30 kwietnia 2011

War

Zanurzając się w oceanie wątpliwości i rozterek, zataczam swoisty krąg. Jestem skazana na wieczną niepewność, związaną łańcuchem wspomnień z kłódką naiwności i ciągle nie znalezionym kluczem. Chęć znalezienia klucza okazała się jednym wielkim niepowodzeniem. Dalsze poszukiwania nie mają sensu, tak więc zaniechałam ich już dawno temu. Klucz gdzieś jest.
Teraz całą sobą, wchłaniam łagodne dźwięki, tragikomiczne słowa uwięzione w piosence.
Przez otwarte okno, wkrada się do pokoju zimne powietrze, odmienione, bo po burzy. Biała firanka zasłania mi miejsce, w którym według astronomicznych przesłanek, powinien znajdowac się bladożółty, niewidoczny prawie, rogalik. Na parapecie, w kolorowych doniczkach, stoją mali żołnierze, uzbrojeni w groźne kolce. Przynajmniej oni nie mają czołgów, karabinów i przedmiotów, którymi walczy się o życie i wolność, jednocześnie zabijając i tej wolności pozbawiając.
Peace, love, empathy.

czwartek, 21 kwietnia 2011

idea.

W głowie mej, zwykle obrzmiałej od miliardów wszechobecnych myśli, pojawił się dziś pomysł.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby pomysł ten wpadł do głowy z pewnym uprzedzeniem. Przy popołudniowej herbatce, czy wieczornej chwili zadumy. Ale nie! Myśl ta, pojawiła się tak nagle, że obijała się chwilę o ściany umysłu, zanim zlądowała w podświadomości. A co najdziwniejsze, stało się to w godzinach wczesnorannych, choć ranny ptaszek to miano zupełnie do mnie nie podobne.
Jak wiadomo, literatura rządzi się swoimi prawami. I w sercach niektórych żyje własnym życiem, a w innych siedzi samotna  i  tak mało potrzebna. Bo destrukcyjne siły biol-chemu, czy równie straszny czar mat-fizu, otępiają i masakrują niewinną, uosobioną literaturę i zamieniają w suche fakty! Tak, nie daj Boże informacje!
Ohydne, trywialne definicje i obliczenia. I znika tak, to piękno wszechobecne w kartach ksiąg zamknięte. I marznie, i dyszy, umiera powoli.
Wróćmy do owego pomysłu, zwiedzającego zakamarki mej podświadomości: któregoś pięknego dnia, natknęłam się na drzwi do świata piękna i kolorów, rządzonego przez.. właśnie! Nikogo! Świat ten istnieje między literami i kolorowymi materiałami, w ktrych zamknięta jest dusza. Jak nazwać świat ten jednym słowem? Słowem bezpretensjonalnym, neutralnym, wyzbytym emocji : Moda. Ohh kojarzy się z uciśnieniem, z zniewoleniem, podczas gdy wlaśnie daje wolność.Pomysł mój, dotyczy tego świata cudownego w połączeniu z nieskalaną literaturą. Bo co stanie się, gdy połączymy dwa światy? Liryczny z światem wolności? Potok słow z fotografiami, obrazujacymi te wyrazy, te zdania, te piękno. A więc, mówiąc tym pospolitym i standardowym sposobem, oświadczam, że pomysł ten, to po prostu blog szafiarski w połączeniu z literaturą. Albo odwrotnie. Literatura z zdjęciami, które lepiej pokażą świat fikcji.

środa, 20 kwietnia 2011

bird`s song

Siadam na twardej podłodze. Przyglądam się klawiaturze i migoczących na niej, czerwonym paznokciom. Na ekranie przewijają się fotografie. Na stole stoi kubek zielonej herbaty. Obok talerz z warzywami..
W głowie liryczna pustka.  Może tylko wiązka myśli o ludzkiej dekadencji. i własnej infantylności.
Na podłodze stos książek, skazanych na wieczne zapomnienie, po odstawieniu w kąt.  Na ścianach zieleń o odcieniu greckich oliwek, mile łaskotanych gorącymi promieniami słońca i róż wiosennych fuksji, czule pielęgnowanych przez starego ogrodnika. Obok mnie, cała sterta zeszytów i podręczników. I siedzę tak w epicentrum huraganu uczuć i iluzji.
Gdzieś za oknem warczenie sąsiada przeplata się z koncertem mojego psa, przy akompaniamencie dwójki zagubionych osobników, o ptasim wyglądzie. Ptasie mają dzióbki, jak trójkąt bermudzki, pochłaniające wszystko co zechcą. Ptasie mają skrzydła, których rozpiętość smagana jest ciągle chłodnym powietrzem o łagodnym zapachu wiosny i platonicznej miłości. Ptasie nie są jednak ich uczucia, bo siedzą na gałęzi przytulone do siebie. Czyż nie o to chodzi w tym dziwnym okresie, zwanym ,, wiosną?

sobota, 16 kwietnia 2011

..

Dzisiaj pierwszy raz od... bardzo długiego czasu, usiadłam z kubkiem, o dziwo dobrej( choć bez cukru), gorącej herbaty, z ksiażką w dłoni. Ahh jak mi tego brakowało... Dawniej potrafiłam całymi dniami zaczytywać się w lekturach, nie czując znużenia. Latem zaczynałam około dziesiątej rano, a kończyłam o .. trzeciej, czwartej w nocy. I wcale nie miałam dość.  Wtedy internet był dla mnie jedynie pomoca w nauce. Teraz jest uzależnieniem.
Chce wrócić do tego co kocham - literatury. Młodzieżowej i poważnej, tragedii i komedii, byle w ogromnych ilościach.

W wakacje będę czytać. Ciągle. W sumie tylko to mi pozostanie, bo nie wyjdę na dwór w krótkich spodenkach, czy stroju kąpielowym. Chyba, że sprawie sobie opaskę na moją ukochaną bliznę. Tak więc lato zapowiada się wspaniale. Wręcz cudownie

środa, 13 kwietnia 2011

Przeraża mnie tok myślenia nas- nastolatek.
Mamy najgorzej.
Nie kocha, jesteśmy beznadziejne.
Za grube, za chude, za niskie, za wysokie.
Mało ciuchów, brak urody i miłości.
Nikt nie rozumie, dorośli ograniczają, choć nic nie wiedzą.
Możemy wszystko, nie możemy nic.

Tak naprawdę, mając te 15,16,17 lat, o życiu nie wiemy nic. Bo jedyne problemy to miłostki, szkoła i koleżanki.
Owszem, pojawia sie wyścig szczurów. Każdy chce być najlepszy. Nie neguję tego, sama chcę.
Rozumiem, że mamy swoje problemy. I wiem, że odtrącenie czy koniec przyjaźni boli, jednak na tym nie kończy się świat.
Dzisiaj pisaliśmy test matematyczno-fizyczny. Przejmujemy się czy dostaniemy się do dobrej szkoły, czy dostaniemy duzo punktów . Ale przecież nie wiadomo jak potoczy się nasze życie. Typowy humanista może stać się ścisłowcem. Doskonały uczeń, bezrobotnym.
Jeśli nie dostanę się do Powstańców, to trudno. Widocznie tak miało być.
Perspektywa ciągłej nauki nie wydaje mi się kusząca, mimo osób ,, na poziomie".
Może zabraknąć czasu na przyjaźń i na odwzajemniona miłość, którą do osiemnastki, nalezałoby jednak znależć.